Gracze De Facto mają naprawdę dobre serca. W tradycji tatrzańskiej zwano by ich Janosikami, w sherwoodzkiej zaś Robin Hoodami wrocławskiej ligi Piłka Plus. Wszystko dlatego, że zabierają bogatym, a oddają biednym. Punkty, oczywiście.

Wczorajszy mecz z WSB budził w obozie agentów poważne obawy. Wprawdzie historia dotychczasowych starć z tą drużyną jest dla De Facto nader korzystna, ale to jednak aktualny mistrz ligi, a nasi chłopcy znajdują sie ostatnio w formie trochę tylko lepszej od MKS Parasol. Dodatkowo w drużynie zapanowała epidemia tajemniczej egzotycznej choroby, przywiezionej przez znanego libertyna z dalekich wojaży, w związku z czym awaryjnie ściągnięto na mecz znanego zabijakę, Mariusza Skwarę.

Tradycji stało się jednak zadość. Ekipa De Facto po raz kolejny skutecznie zmobilizowała się na starcie z silnym przeciwnikiem i odniosła przekonujące, choć nie tak znowu pewne zwycięstwo 7:4. Pierwsze cztery bramki zdobył oczywiście Mateusz Lubański, który ponownie – jak określiłby to stronnik senatora Koguta – „był bardzo wyśmienity”. Po golu dołożyli Marcin Dymalski, Marek Kozłowski i debiutant Mariusz Skwara.

W tym miejscu stanowczo pragniemy zaprzeczyć złośliwym pogłoskom, jakoby wyniki De Facto uzależnione były od obecności na trybunach tajemniczej długowłosej istoty obdarzonej nadnaturalnymi mocami. To obrzydliwe pomówienia, a autor plotki o rzekomym przybyciu wzmiankowanej istoty na stadion drogą powietrzną za pomocą prymitywnego urządzenia sprzątającego niech lepiej wystrzega się czarnych kotów, drabin i cmentarzy.

Kolejne spotkanie rozegrane zostanie w piątek, 27. kwietnia, a naprzeciw naszych agentów stanie drużyna Michałków.